Ekstremalna zima 1929 roku na łamach „Dziennika Pomorskiego”

Ekstremalna zima 1929 roku na łamach „Dziennika Pomorskiego”

Zima 1929 roku należała do wyjątkowo surowych. Potężna fala mrozów ogarnęła niemal całą Europę, powodując poważne trudności w komunikacji, kryzys w rolnictwie i liczne problemy w codziennym życiu mieszkańców. Relacje prasowe publikowane w „Dzienniku Pomorskim” w lutym i marcu 1929 roku pozwalają przyjrzeć się wyzwaniom, jakie niesprzyjająca pogoda stawiała przed ludźmi.

 

Mrozy nad Europą

Na początku lutego 1929 roku „Dziennik Pomorski” informował o katastrofalnej fali mrozów, która nawiedziła Europę. W Pradze zanotowano temperaturę sięgającą minus 37 stopni Celsjusza, natomiast na północy Niemiec słupki rtęci spadły do 40 stopni poniżej zera. Podobne warunki panowały we Lwowie, Rydze i w Moskwie. Na północnych krańcach Rosji temperatura osiągała nawet minus 68 stopni. Nadzwyczajne zjawiska pogodowe dotknęły również południe kontynentu – Ateny zmagały się z obfitymi opadami śniegu i poważnymi utrudnieniami komunikacyjnymi.

Ekstremalne mrozy doprowadziły do pękania szyn kolejowych co spowodowało paraliż komunikacyjny. Pociągi docierały do celu z kilkunastogodzinnym opóźnieniem. Uszkodzeniu uległy kable telekomunikacyjne i telegraficzne, a ruch w portach został wstrzymany, zamarzały nawet okręty. W Wiedniu zamarznięte rury wodociągowe pozbawiły niektóre obszary miasta dostępu do wody.

W połowie lutego sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna. Jak donosił „Dziennik Pomorski”, nad Adriatykiem szalała potężna burza śnieżna, która wyrządziła ogromne szkody w nadbrzeżnych portach rybackich. Statki handlowe utknęły na Adriatyku, a intensywne opady nad Czechosłowacją doprowadziły do całkowitego wstrzymania ruchu kolejowego. Trudne warunki panowały także w Austrii, gdzie - podobnie jak w innych krajach Europy – występowały poważne problemy z dostawami węgla. Mróz powodował pękanie rur gazowych, co prowadziło do groźnych wybuchów i stanowiło zagrożenie dla życia mieszkańców. Nagłówki prasowe z tamtego okresu zwracały uwagę na wielką skalę tragedii, informując o „białej śmierci w Jugosławii”, „katastrofie kolei górskiej”, czy „katastrofalnym żniwie wielkich mrozów w Niemczech”.

Na łamach „Dziennika Pomorskiego” opisano również dramatyczne przeżycia pasażerów pociągu Orient Express, zmierzającego z Paryża do Konstantynopola. Podczas przejazdu przez Bałkany skład przedzierał się przez ogromne zaspy oraz niebezpiecznie zwisające ze zboczy bloki śnieżne. Gdy tory zostały całkowicie zasypane, pociąg utknął, a dalsza podróż stała się niemożliwa. Pasażerowie schronili się w wagonie restauracyjnym i w dwóch wagonach sypialnych. Na zewnątrz szalała śnieżyca, a temperatura spadła do minus 37 stopni Celsjusza. Próby nawiązania kontaktu z jakąkolwiek stacją kolejową okazały się bezskuteczne, gdyż intensywne opady śniegu uszkodziły linie telegraficzne. W nocy pociąg został otoczony przez wilki, które próbowały dostać się do wagonów. Jak relacjonował „Dziennik Pomorski,” kobiety krzyczały z przerażenia, mężczyźni sięgnęli po rewolwery, a personel pociągu uzbroił się w widły i haki. Oddane strzały skutecznie odstraszyły drapieżniki. Odgłosy wystrzałów usłyszeli mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy zaalarmowali tureckich żandarmów. Ci przybyli po kilku godzinach dostarczając żywność i opał. Na odśnieżanie torów pasażerowie Orient Expressu musieli jednak czekać znacznie dłużej. Dopiero po ośmiu dniach oddziały wojskowe udrożniły trasę, umożliwiając dalszą podróż do Konstantynopola.

 

Sroga zima w Polsce

Równie trudna sytuacja panowała w Polsce. Prasa informowała o wstrzymanym ruchu kolejowym, unieruchomionych pociągach oraz fabrykach zmuszonych do przerwania pracy spowodowanej brakiem węgla. W Warszawie wybuchła panika z powodu braku opału, doszło do zajść ulicznych. Tłumy wzburzonej ludności gromadziły się w punktach sprzedaży opału domagając się otrzymania węgla. Ministerstwo Przemysłu i Handlu publikowało w prasie komunikaty z zapewnieniami, iż węgla nie zabraknie i dementowano pogłoski o rzekomym zastoju w polskich kopalniach. Zapewniano, że kopalnie pracują normalnie, a trudności wynikają jedynie z problemów transportowych.

Najbardziej dotknięta skutkami zimy była Małopolska Wschodnia. Gazety informowały, iż wschodnia część tego regionu została niemal całkowicie odcięta od świata. Śnieżyce sparaliżowały kolej oraz zerwały połączenia telegraficzne i telefoniczne. Zaopatrzenie w żywność i opał osiągnęło tam stan krytyczny. Do okręgu lwowskiego z Warszawy wysłano specjalny pociąg zaopatrzony w sprzęt do odśnieżania torów. Tej zimy tysiące osób zmarło wskutek wychłodzenia organizmu. Pogotowia ratunkowe codziennie udzielały pomocy osobom z ciężkimi odmrożeniami kończyn i uszu. Prasa publikowała porady, jak chronić się przed mrozem, ostrzegając, iż „Odmrożenia należą do ciężkich i przykrych przypadków chorobowych. Wszyscy winni się przed tym należycie strzec”.

 

Tymczasem w Chojnicach…

Jak donosił „Dziennik Pomorski”, skutki srogiej zimy boleśnie odczuł pewien młodzieniec w Chojnicach, który po długim marszu w siarczystym mrozie postanowił się ogrzać w restauracji przy rynku. Młodzieniec rozmasowywał zmarznięte części ciała, najbardziej uszy „białe jak kość słoniowa i twarde jak szkło”. Pocierał je tak intensywnie, że ukruszył kawałek ucha. Młodzieniec musiał niezwłocznie udać się pod opiekę lekarza.

W innym komunikacie prasowym opisano historię bezdomnego, który „chciał się przed zimnem otulić w pierzynę”. Mieszkaniec jednego z domów przy ulicy Dworcowej stracił wówczas ciepłą pierzynę, w zamian otrzymał ubranie sprawcy. Prawowity właściciel jednak szybko odzyskał swoją własność.

Brak węgla odczuwalny był również w Chojnicach. Co pewien czas pojawiały się jednak uspokajające komunikaty o dotarciu nowych dostaw opału. Sprzedaż węgla odbywała się pod nadzorem pracownika Starostwa Powiatowego przy ulicy Człuchowskiej.

W niektórych częściach miasta wystąpiły także problemy z dostawą wody, spowodowane zamarzaniem rur wodociągowych. W związku z tym Urząd Miejski uruchomił punkty czerpania wody – jeden przy gazowni miejskiej, drugi przy ulicy Grobelnej w pobliżu Bramy Człuchowskiej oraz trzeci przy ulicy Dworcowej.

W prasie regularnie pojawiały się komunikaty z apelem do mieszkańców o posypywanie oblodzonych chodników piaskiem lub popiołem, gdyż dochodziło do upadków i poślizgnięć. W okresie największych mrozów szkoły w Chojnicach zawiesiły zajęcia. Nabożeństwa w kościołach odbywały się wprawdzie bez zmian, jednak księża wygłaszali krótsze kazania. Zebrania stowarzyszeń również się odbywały, choć przy znacznie mniejszej frekwencji.

Poważnym zagrożeniem dla mieszkańców powiatu chojnickiego stały się wygłodniałe wilki, które coraz częściej wdzierały się do gospodarstw. Podczas jednego z takich incydentów drapieżniki próbowały dostać się do chlewu ze świniami w pobliżu dworca kolejowego w Rytlu. Dzięki reakcji uzbrojonych w drągi pracowników kolei udało się je skutecznie  przepędzić.

Trudna sytuacja panowała na chojnickim dworcu kolejowym. Podobnie jak w całym kraju, ruch kolejowy odbywał się z dużymi utrudnieniami. Lokalna prasa donosiła, że pociąg osobowy z Warszawy kilkakrotnie utknął na trasie i ostatecznie przy pomocy drugiego parowozu przyjechał do Chojnic z trzygodzinnym opóźnieniem.

Wichury i zawieje śnieżne spowodowały znaczne szkody na terenie dworca. Pracownicy kolei nieustannie odśnieżali zwrotnice, aby zapobiec wykolejeniu pociągów. Na trasy kolejowe wysyłano pługi śnieżne do oczyszczania torów. Do prac porządkowych dodatkowo zaangażowano robotników, wojskowych oraz bezrobotnych. Mimo podjętych działań nie udało się uniknąć nieszczęśliwych zdarzeń. W lutym pociąg wykorzystywany do odśnieżania torów podczas manewrów najechał na stojący wagon. W wyniku wypadku ranny został jeden kolejarz, a cztery wagony uległy uszkodzeniu. Usuwanie skutków zdarzenia i porządkowanie terenu trwało kilka godzin. Do podobnego incydentu na chojnickim dworcu doszło w marcu. Pociąg odśnieżający tory wykonywał manewry na torze, na który wjechał opóźniony pociąg osobowy z Tczewa. Maszynista nie zdołał zatrzymać pociągu na czas i doszło do zderzenia.

Mimo siarczystych mrozów mieszkańcy Chojnic starali się korzystać z uroków zimy. Na terenie powiatu chojnickiego organizowano kuligi, a na Jeziorze Zakonnym rozegrano mecz hokejowy o mistrzostwo Chojnic, przyciągający liczną publiczność. Drużyna „Grom”, składająca się z gimnazjalistów trenujących w szkolnym kółku sportowym, zmierzyła się na lodzie z drużyną harcerzy. Jak donosiła prasa, zawodnicy „Gromu” byli doświadczonymi hokeistami, bowiem w 1927 roku zajęli jedno z czołowych miejsc w zawodach o mistrzostwo Polski. Natomiast harcerze debiutowali w tej dyscyplinie. Mimo różnicy doświadczenia, mecz okazał się niezwykle zacięty i emocjonujący, zakończony niespodziewanym zwycięstwem harcerzy, którzy pokonali zawodników „Gromu” 2:1. Tym samym tytuł mistrza Chojnic w hokeju przypadł drużynie harcerzy. Spotkanie sędziował Mieczysław Szczepański, opiekun „Gromu” i nauczyciel w Państwowym Gimnazjum Męskim.

Pod koniec marca lokalna prasa informowała o nadchodzącej odwilży. Śnieg topniał na szosach, a ruch drogowy stopniowo wracał do normy. W wielu miejscach w Polsce i regionie pojawiło się jednak zagrożenie powodziowe. W Chojnicach niepokój wzbudzał rosnący poziom wody na Jeziorze Zakonnym. Obawiano się, że przybierająca woda może zalać ulicę Ramy (dzisiejszą Sukienników). Na szczęście do tego nie doszło.

 

Anna Urbańska

 

Prasa:

„Dziennik Pomorski” nr 30 z 6 II 1929 r.; nr 35 z 12 II 1929 r.; nr 36 z 13 II 1929 r.; nr 38 z 15 II 1929 r.; nr 39 z 16 II 1929 r.; nr 40 z 17 II 1929 r.; nr 41 z 19 II 1929 r.; nr 44 z 22 II 1929 r.; nr 45 z 23 II 1929 r.; nr 55 z 7 III 1929 r.; nr 57 z 9 III 1929 r.; nr 73 z 28 III 1929 r.